niedziela, 4 sierpnia 2013

Copenhagen 2013


W lipcu odwiedziłam ukochaną Kopenhagę. Być może już za rok przeniosę się tam na stałe (o ile ktoś nazywający się globtroterem może zapuścić gdzieś korzenie, to opcja ta wydaje się być całkiem do zrealizowania). Przeszłam całe miasto "na czuja" wzdłuż i wszerz przedzierając się przez tłumy turystów w celu "zakochania się" po raz setny. Muszę przyznać, że z każdą kolejną wizytą przychodzi mi to łatwiej- i nie dla tego, że doskonale orientuje się w terenie; nie dla tego, że ludzie wciąż są uprzejmi, a kierowcy przepuszczają mnie na pasach. Nie. 
Rzecz we wszechogarniającym mnie uczuciu niekończących się możliwości i wolności, której można doświadczyć na każdym kroku- od King's Gardens zaczynając na Chrystianii kończąc. 
Nikogo tam nie interesuje jak wyglądasz i dlaczego w ponad trzydziestostopniowym upale nosisz zestaw puchowa kamizelka + szalik. Nikogo nie dziwi również widok "porzuconego" roweru zarówno w mniej nasłonecznionym- wydawać by się mogło ponurym (choć wciąż przyjemnym) zaułku dzielnicy domków szeregowych wyjętych jakby z kadru filmu o Harrym Potterze jak i na środku chodnika.
Pierwsze, co rzuca się w oczy niestałemu bywalcowi to morze rowerów i gęsta sieć ścieżek rowerowych; tłumy ludzi dbających o swoją kondycję, biegających ze znajomymi po pracy, o godzinie szesnastej; jednostki, które z uśmiechem na twarzy wybawią Cię z kłopotu posiadania pustego opakowania po napoju; liczba koni przypadająca na jednego Duńczyka; transwestyci w kawiarniach i brak zasłon w oknach. 
Sezon na Kopenhagę otwarty jest cały rok. Wspaniale jest spędzić tam wakacje, ferie, Święta Bożego narodzenia, albo najlepiej wszystko na raz... i to nie była reklama. Nikt mi za to nie płaci :)
Osobiście umiłowałam sobie Christiansborg i plac do jazdy konnej od strony południowej tego zamku. Światło zachodzącego słońca przedzierające się przez rokokowe pawilony zapiera dech w piersiach- poważnie. Do tego obowiązkowo polecam ratusz z okolicznymi uliczkami dla praktykujących zakupoholików, Amalienborg z kościołem Marmurowym o krok od Opery Królewskiej, która "rzut beretem" zaprowadzi nas do Syrenki. Zmęczonych zwiedzaniem odsyłam do Rosenborg Castle Gardens (King's Gardens), a jeszcze bardziej zmęczonych do Wolnego Miasta Chrystiania. 
























2 komentarze: